Ten Kopciuszek bardzo długo i cierpliwie czekał na "swój moment". Znosił ciągłe przestawianie, obrastanie kurzem i z drżącym sękiem śledził przemarsze wrogich kocich pazurków.
A wróżka (że Mła?!) zajęta, terminy niepewne i ciągle ktoś wtryniał się w kolejkę.
No to jak już przyszło do czarów, trzeba było dziewczęciu tę zwłokę jakoś wynagrodzić.
